R.I.P. Sam Poly – zdjęcie 44 tygodnia, 2014 roku

sam_poly_DSC_2334

Najokrutniejszym żartem Stwórcy jest to,
że nie daje nam żadnego znaku, ile ma się jeszcze życia przed sobą.
Niektórzy oczywiście domyślają się tego, ale się oszukują;
inni nie mając o tym najmniejszego pojęcia
marnotrawią cenne minuty.
Niech Bóg nam wybaczy to marnotrawstwo,
jako że i my musimy wybaczyć Mu naszą w tym względzie niewiedzę.

— Silvina Bullrich

Święto Zmarłych. Czas wspominania bliskich, którzy odeszli. Tych, po których pustki a nawet wyrwy w sercu już niczym nigdy nie zdołamy wypełnić do końca.
Ale to także czas zadumy właśnie nad czasem życia, nad jego skończonością i nieprzewidywalnością…

W tym wpisie jednak pamięć moja pójdzie w nieco innym kierunku.

Poświęcę go młodemu człowiekowi, którego mieliśmy przyjemność poznać kilka lat temu w podróży po Kambodży.
Sam Poly był kierowcą tuk-tuka, którym m.in. udaliśmy się do kompleksu świątyń Angkor w prowincji Siem Reap. Był też zarazem naszym przewodnikiem po nich…
Po tym jak zwiedziliśmy te niesamowite miejsca przepełnione jednak ogromem turystów zapytaliśmy go, czy mógłby pokazać nam także trochę „prawdziwej Kambodży” – miejsc takich, gdzie nie wozi się na co dzień turystów a gdzie toczy się normalne życie obywateli tego ciekawego kraju.

Sam zabrał nas więc następnego dnia nad jezioro Tonle Sap, na którym znajdują się pływające wsie rybackie i liczne osiedla na palach (miejsce tak interesujące, że wkrótce poświęcę mu na stronie oddzielny wpis i galerię).

Najciekawszym jednak dniem naszego pobytu w Kambodży okazał się ten, gdy Sam zawiózł nas do wioski z której on sam pochodził. Spędziliśmy tam niesamowity czas zwiedzając miejsca maksymalnie dla nas egzotyczne; miejsca w których domki zbudowane z różnych części palm nie były nawet jeszcze w elektryczność wyposażone. Mimo tego jednak (a może właśnie dlatego) domki te zamieszkane były przez ludzi wyglądających na szczęśliwych. Wioska ta była dla nas niesamowitą atrakcją, ale jak się okazało to i my – biali ludzie z Europy, byliśmy także i dla jej mieszkańców sporą atrakcją. Mamy wyprowadzały dzieciaki z tych chatek, aby pokazać nas im i wnet poczuliśmy, że to my jesteśmy jednak najbardziej egzotycznym elementem tego miejsca…

Tym wszystkim niesamowitym sytuacjom przewodził właśnie Sam. W tym czasie opowiadał nam także o swoim prywatnym życiu i o rodzinie swej. O planach swoich na przyszłość, marzeniach i o tym jak udało mu się posiąść wykształcenie o które tak trudno w jego kraju. To było naprawdę imponujące i motywujące. W jakimś sensie chyba też zawstydzające nas trochę, bo w końcu okazało się, że w kraju w którym jeszcze kilkanaście lat wcześniej panował ludobójczy reżim Pol Pota i Czerwonych Khmerów, jednym a biedniejszych wciąż państwa świata, jeśli tylko się chce można także osiągać swoje choćby najambitniejsze cele…

Po powrocie od Polski jednak nasza znajomość z Samem przeszła w „stan uśpienia” – innymi słowy tylko taki wirtualny, sprowadzając się do tego, by zostać znajomymi na FB.

Kilka tygodni temu jednak niespodziewanie odezwała się do mnie tą drogą dziewczyna i dowiedziałem się, że Sam niestety już nie żyje. Chorował długo na płuca i zmarł dwa miesiące wcześniej…

Dlaczego jednak piszę o tym wszystkim?
W swojej drodze życia spotykamy tysiące ludzi. Z niektórymi zamienimy zaledwie słów kilka, z innymi uda nam się troszkę zakolegować a z garstką może nawet zaprzyjaźnić. Mijamy się czasem z niektórymi wiele razy „zazębiając” nasze rzeczywistości, zaś z innymi zetkniemy się raz w życiu i później w naszej niepamięci ich pochowamy zupełnie, nie zastanawiając się już nad ich dalszym losem.

Oczywiście ja wiem, iż nie sposób byłoby ogarnąć naszym umysłem wszystkich tych ludzi jakich w życiu swoim spotkaliśmy. Sądzę jednak, że czasem warto pochylić się nad pewnymi na pozór nawet mało znaczącymi znajomościami. I nawet gdy nie mamy możliwości lub choćby czasu, by na słów kilka na nowo je ożywić, to dobrze jest choćby czasem ciepło wspomnieć kogoś.

Bo przecież w tej kruchości i krótkości życia, może okazać się, że tej osoby już wśród nas na zawsze zabraknie…


P.S. I na zakończenie słów kilka wyjaśnienia do zdjęcia.
W wielu krajach azjatyckich kolorem żałoby jest kolor biały. Dlatego też przepasałem fotkę tę białą „szarfą” – na znak pamięci dla Sama.


Zdjęcia zrobione we wspomnianej wyżej wiosce >>